Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Podczas korzystania z serwisu pliki te są zapisywane w pamięci urządzenia. Zapisywanie plików cookies można zablokować, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej o plikach cookies możesz przeczytać tutaj.

Autorzy więcej

Terminator na froncie w Ukrainie? Kiedy w naszej armii?

Na ukraińskim froncie właśnie testuje się rozwiązania, które jeszcze niedawno wyglądały jak sceny z „Terminatora”. Sztab Generalny zapowiedział budowę zrobotyzowanych redut – punktów oporu obsadzonych głównie przez bezzałogowe wieżyczki, naziemne drony i systemy walki radioelektronicznej. To nie teoria: naziemny dron Droid TW 12.7 przez półtora miesiąca samodzielnie utrzymywał pozycję bojową, codziennie wyjeżdżając na skrzyżowanie ostrzeliwane przez Rosjan i wracając wieczorem na serwis.

Terminator na froncie w Ukrainie? Kiedy w naszej armii?
źródło: Pixabay

Te systemy nie są jednak „Skynetem”. Zarówno ukraińskie moduły Wolly i Droid TW 12.7, jak i podobne rozwiązania z innych państw, to wciąż przede wszystkim broń zdalnie sterowana: operator siedzi kilkaset metrów czy kilka kilometrów dalej i podejmuje decyzję o użyciu ognia, a algorytmy pomagają w obserwacji, celowaniu czy nawigacji.

Przykłady z zagranicy pokazują, dokąd zmierzamy. Koreański system strażniczy SGR-A1, rozlokowany w strefie zdemilitaryzowanej z Koreą Północną, łączy kamery, czujniki, rozpoznawanie sylwetek i możliwość autonomicznego prowadzenia ognia – choć oficjalnie zawsze „pod kontrolą człowieka”. Jednocześnie ONZ i organizacje praw człowieka naciskają na traktat ograniczający tzw. lethal autonomous weapons systems – systemy, które same wybierają i atakują cele na podstawie danych z sensorów.

Na ile takie rozwiązania są do wdrożenia już dziś? Technicznie – w wersji „człowiek w pętli” – w dużej mierze tak. Ukraina pokazuje, że zrobotyzowane posterunki oparte na naziemnych dronach i zdalnych wieżyczkach mogą realnie odciążać piechotę. Problemem nie jest sama platforma, lecz niezawodne łącza, odporność na zakłócanie, logistyka oraz – co coraz ważniejsze – ramy prawne i polityczne.

A Polska? Tu także klocki tej układanki już istnieją. Robot PIAP HUNTeR, polski bezzałogowy pojazd lądowy, został zaprojektowany właśnie do patrolowania granic, ochrony infrastruktury i wsparcia ogniowego, może działać w trybie zdalnym i półautonomicznym, a nowsze wersje są już testowane w zadaniach ochrony granicy. Wojsko Polskie intensywnie rozwija też drony powietrzne i systemy rozpoznania. Przynajmniej w oficjalnej propagandzie, ale jak jest w rzeczywistości. Trudno powiedzieć, bowiem biznes, który pracuje nad takimi rozwiązaniami kontestuje gotowość polityków i wojskowych do aktywnej współpracy. Rozwiązania wolimy kupować z półki.

Czy więc da się zbudować „polskie reduty przyszłości” na granicy z Białorusią? Technicznie – tak, w horyzoncie kilku lat: sieć zdalnie sterowanych punktów obserwacyjnych, wspieranych naziemnymi robotami i dronami, jest w naszym zasięgu. Bardziej wątpliwe jest wdrożenie w pełni autonomicznych systemów śmiercionośnych. Po pierwsze, Polska uczestniczy w debacie o „killer robots”, gdzie rośnie nacisk na zachowanie „znaczącej kontroli człowieka” nad użyciem siły. Po drugie, zastosowanie takiej broni na granicy – wobec mieszanego ruchu migrantów, przestępców i działań hybrydowych – niosłoby gigantyczne ryzyko polityczne i wizerunkowe.

Na razie więc jesteśmy bliżej „Terminatora” w wersji z operatorem za ekranem niż samodzielnie decydujących maszyn. I dobrze – bo to nie technologia, lecz prawo i odpowiedzialność zdecydują, czy obrona stanie się bardziej inteligentna, czy tylko bardziej nieludzka. Tak czy inaczej kierunek zmian w prowadzeniu wojen jest jasno określony.

Data:
Kategoria: Świat
Komentarze 0 skomentuj »
Musisz być zalogowany, aby publikować komentarze.
Dziękujemy za wizytę.

Cieszymy się, że odwiedziłeś naszą stronę. Polub nas na Facebooku lub obserwuj na Twitterze.